Feeds:
Wpisy
Komentarze

11 December, 2014 16:15

Ida w nocy rzygala wiec dzis czwartek w domu z dyplomem i obiema dziewczynami..
(1)
Jak juz sobie obmyslilam ci wpisac slychac wrzask. Rozdzielam dziewczyny ktore pobily sie na pazury o „kogo bardziej lubi krolowa Freyja”. Tymczasem Freyja siedziala sztywno posypana brokatem (szczodrze) i z uszami i lapami powiazanymi wstazka do pakowania prezentow. Mocno i na wezel. Trzeba bylo przecinac..(wstazki)

(2)
Wygonilam z pokoju Ide ktora pukala kredka w bombke zawieszona na szafce. Nie da sie skupic. Lece na dol po dolewke kawy. Wracam a Ida przy oknie a na oknie slina nasmarowane MAMA JEZT GUP..
(Szybko wytarte)

(3)
Nagle zaswiecilo slonce (leje od tygodnia, sniegu brak). Slychac wrzask Grety:
– mamoo! Maaaamo! Chodz! Patrz! Slonce! Ostatni raz slonce widzialam 3 grudnia w przedszkolu ale to bylo tylko na chwile!

slomiana wdowa

jestem przez ten tydzien bo Samiacz sie certyfikuje w Helsinkach. GReta w piatek przetestowana – zrobilismy rundke po lekarzach zeby wykluczyc szkarlatyne i tym podobne i wyszlo ze wirus i juz w piatek wieczor byla zdrowa. Caly weekend jakos szybko minal i w poniedzialek jak Samiacz wybyl o 6 rano to od razu Greta 38 a Ida wrocila ze szkoly z bolem glowy i 37.5. Teraz leza ogladajac film a ja wywalilam szczeniaki na podworko, wlaczylam pranie i ide ze starymi psami a potem siadam do zadania domowego ktore dostalam na ostatniej rozmowie kwalifikacyjnej..

4 November, 2014 09:27

Dzis troche musielismy okrazac droge do szkoly bo spalil sie w nocy jeden z drewnianych budynkow. Greta dzis w domu bo w przedszkolu panuje jakas epidemia i z 20 dzieci zdrowych jest tylko 5

Andrut babci ze Skawiny

.. zeby sie dla potomnosci zachowal

1/2 szklanki wody
3 lyzki kakao
3/4 szlanki cukru
Gotujemy na wolnym ogniu az masa zgęstnieje około 10 min. Masę zestawiamy z ognia i do jeszcze gorącej wkladamy kostkę masła.Mieszamy aby wszystkie skladniki dobrze sie polączyły. Masa bedzie smaczniejsza jesli dodamy łyzeczke alkoholu.Gdy masa ostygnie mozna dodac 2 łyzki mleka w proszku.Całość mieszać przy pomocy miksera. Smarowac wafle.

Bedziemy testowac jutro

doksztalcam sie..

.. przy tych szczeniakach. Blackiemu wypadl gruczol trzeciej powieki i powiedzialam wetowi ze to chyba komplikacja po (zaleczonym) zapaleniu oczu. Tak profesjonalnie pogadalismy ze mi zostawila lekarstwa w poczekalni i nie musze bulic za wizyte. Git
Tymczasem wolna niedziela szybko ucieka. Niby moglismy pospac godzine dluzej ale szczeniaki nie uszanowaly zmiany czasu na zimowy i zaczely wolac o sniadanie. Jedno wolanie mozna jeszcze zignorowac ale x5 juz nie.
Brownie sie okazalo ma talent po matce i nauczyl sie wspinac. Teraz wylazi z klatki (i to zero wysilku z jego strony), przelazi przez furtke do kuchn, wlazi na sofe od strony poreczy (wysokosc 2x Brownie), wlazi po firance na story, po klatce w kuchni na piec i do gara z obiadem, po poreczy zamiast po schodach.. taki parkour mamy od wczoraj.. Musze zdjecia jakies wrzucic bo mi nikt nie wierzy ze moj delikatny gejek na takie talenty!
Samiacz uciekl na jakies Raunistulanskie spotkanie, ja koncze bonusowe pranie bo mi Bolt nalal na czapke (zdjeta z glowy) i dopijam wino z obiadu, popedzam Ide ktora za 10min wychodzi na gimnastyke i przygotowuje sie psychicznie do zagrabiania lisci w ogrodku w czasie niesprzyjajacej aury (leje i wieje)..
A potem dyplom.. oszzzywiscie ..

poprawiam dyplom

zaprowadzam Ide + malego sasiada to szkoly/zerowki, wracam, wywalam szczeniaki na podworko, sprzatam kuchnie, nastawiam szczeniakom obiad, wstawiam pranie i ogarniam bardzo lekko chalupe. I nagle juz jest 10, siadam do kompa, szczeniaki drapia ze chca wejsc, wpuszczam, siadam do kompa, czuc swad przypalonej owsianki, zgaszam owsianke i odkladam do ostudzenia, wracam do kompa, szczeniaki sie bija, rozdzielam i rzucam pare zabawek, wracam do kompa, dzwoni jakas pani z firmy blabla, gadam z nia do czasu jak orientuje sie ze to nierozmowa w sprawie pracy tylko telemarketing w wyuzdanej formie, siadam do kompa, otwieram dyplom, zjezdzam do ostatniego komentarza do poprawek, wyszukuje artykul ktorego poprawka dotyczy zeby sobie przypomniec co autor ma na mysli, dostaje wiadomosc na skajpie od kolegi ze fajna robota dla mnie ale deadline blisko i zeby aplikowac, updatuje CV i pisze motywacyjny (lub raczej motyfikuje wersje nr 546), wysylam, dostaje emaila z "dziekujemy za aplikowanie, skontaktujemy sie w dalszym etapie" i 10 innych emaili w tym jeden a propos grudniowej rezerwacji hotelu ze nie ma wanny tylko prysznic i 3 odpowiedzi ze "dziekujemy za zainteresowanie ale nie zostala pani wybrana", otwieram ksiazeczke z aplikowanymi robotami i skreslam te co mi podziekowali, zamykam ksiazeczke i wracam do dyplomu i okazuje sie ze zamknelam sobie okienko z artykulem, odszukuje artykul, czytam wstep i przychodzi sms ze kolezance padl zasilacz i czy nie mam zailacza do asusa, sprawdzam w kamerliku, znalazlam 2 ale od lenowo oraz wsrod moich ciuchow gniazdo po dziewczynach- pelno papierkow z wysznupanych skads cukierkow oraz stara kanapka, wywalam papierki i kanapke i znosze ciuchy do prania zauwazajac ze psie rzeczy trzeba tez wypracbo sie ostatni recznik/koc skonczyl, wywalam do szuszarki zrobione pranie i nastawiam psie, psy sie budza bo juz nagle jest 11.30, wywalam je na podworko razem z Freyja co sie zaplatala po drodze, wracam przed kompa, czytam caly artykul, robie poprawke czyli przepisuje 2 zdania i dodaje 3 nowe, Freyja drapie w drzwi, wpuszczam Freyje i jednego szczeniaka ktory po drodze zabiera mi z nogi kapcia i spierdala szybko po schodach do sauny, zamykam drzwi z tarasu przyklaskujac drugiemu szczeniakowi lape, otwieram zeby zobaczyc lape i trzy inne wskakuja i rozbieguja sie po mieszkaniu, sprawdzam llape i jest ok bo wlasciciel po postawieniu na ziemie szybciutko ucieka zabierajac po drodze dywanik spod kuchni, ide do sauny,, zbieram dwa szczeniaki, wrzucam do kuchni, daje zabawke, lapie i wrzucam pozostale 3, zmieniam mokrego na plecach T-shirta i nakladam kurtke zeby wyjsc po Grete i sie okazuje (w lustrze) ze jeszcze sie nie zdazylam uczesac. czesze sie, nawet tapetuje i wychodze. GReta w przedskzolu sie grzebie bo nie moze znalezc bardzo waznego rysunku a mi sie spieszy bo Ida ma dojsc do polowy drogi i czekac na nas, wreszcie wychodzimy i jako ze juz jest pozno wrzucam Grete na plecy na barana i lece z nia po Ide, ktora tez spotykamy po drodze. Idziemy do domu, zmieniam mokrego T-shirta i wpuszczam do domu Freyje ktora przez przypadek zostala na podworku podczas procedury wchodzenia do domu. Myjemy lapy i Greta ktora wychodzi z przedszkola po obiedzie mowi ze jest glodna.. Odsylam je do gory i zabieram sie za obiad co nie jest zlym pomyslem bo jest juz 12.30 a jeszcze nic nie jadlam od sniadania (a w czasie pracy obiady jadalam o max 11.30), robie jakis makaron z miesem, jemy, karmie szczeniaki wybierajac spalona owsianke, jeden ze szczeniakow nic nie zezarl bo dumal i mu wszystko zezarli bracia w czasie jak ja pakowalam obiednie gary do zmywarki, wyskrobuje co zostalo w garze, i dorzucam pare kulek miesnych z obiadu i dokarmiam go na boku, dziewczyny sie bija w moim pokoju bo graly kauczukiem i ktoras walnela w moja klawiature i cos sie zmienilo na ekranie. Okazalo sie ze wykasowaly mi nowo napisana czesc i dwa obrazki, robie returna ale obrazki wracaja w dziwne miejsce psujac format strony, probuje naprawic i wreszcie sie udaje. Biore oddech i wracam mentalnie do dyplomu zastanawiajac sie czy moze jeszcze mi sie cos uda dzis napisac i znajduje mala czesc (mala ale z dyzym efektem ktory wynagrodzi mi dzien), odsylam dziewczyny do pokoju na tv ale skucza zeby im podac jakies DVD niebieskie, podaje i czuje malo ciekawy zapach z kuchni,no tak nie wypuscilam psow po obiedzie to mam sprzatanie kuchni w bonusie, 3 gowna rozbabrane po calej podlodze, nasrane moze i na gazetke tak jak ma byc ale widac zeslizgnelo sie po przejsciu psa x 5, wypuszczam szczeniaki, ogarniam kuchni ale trzeba by tez podloge umyc a wszystkie psie szmaty w praniu a do konca programu 20min, improwizuje poswiecajac starego t-shirta, wracam przed kompa, juz 14 sie zbliza co jest bardzo dziwne bo dopiero co byla 12.30. Siadam, pisze zdanie, pralka piszczy i lece przerzucic pranie do szuszarki bo chce jeszcze wyprac te ciuchy ubabrane w starej kanapce zanim bedzie 16 i trzeba bedzie na polski wyjsc, a w miedzyczasie jeszcze po psich rzeczach trzeba cykl czyszczenia bebna wrzucic wiec do razem jakies 3 godziny (mission impossible), wrzucam pranie do szuszarki, nastawiam czyszczenie bebna, i mowie Idzie zeby zrobila zadanie domowe bo dzis polski po poludniu, dzwoni kolega od izby i gadamy wlasciwie 10min o jednej rzeczy i robie sie nerwowa troche, siadamy i robimy zadanie, Ida przy pierwszym trudniejszym zadaniu z matematyki zaczyna ryczec ze nie umie i ze trudne.. w rezultacie odrabianie lekcji konczymy o 15.30 i zabieramy sie za zadanie z polskiego, ktorego nie konczymy bo wychodzimy na autobus. Po drodze, miedzy zakladaniem kurtki a odplatywaniem sznurowek w butach Grety, i wpuszczaniem szczeniakow, wlaczam pralke z ciuchami od kanapki. Przy bramie spotykamy Samiacza i GReta (po 10min szurowaniu butow i 3krotnym zmienianiu kurtki) stwierdza ze z nami nie idzie bo woli zostac z tata..
…tak pisze dyplom…

Greta 5 lat